:: Gra dla gentlemanów
W Polsce bilard, rozgrywany amatorsko w klubach i pubach (na zasadach opartych głównie na amerykańskim poolu), stanowi dość popularną rozrywkę. Dobrze jest wyskoczyć ze znajomymi na piwo i partyjkę, jednak dla zabawy właśnie, a nie po to by ślepo trzymać się reguł i sprawdzać, czy kij ma odpowiednią długość albo wykłócać się, co dokładnie należy zrobić, kiedy biała bila wpada do łuzy.
Początki bilardu sięgają XV wieku, a od tego czasu wymyślono setki jego odmian. Co kraj, to obyczaj – obieżyświat może zdziwić się, wchodząc do klubów porozrzucanych po całym globie i zobaczyć za każdym razem stół o innych wymiarach, z innym zestawem bil o różnych wielkościach, nie wspominając już o mnogości zasad. Niektóre stoły w ogóle nie mają łuz, niektóre są sześciokątne, czasem do gry używa się rąk zamiast kijów, zdarza się nawet, że dwaj gracze przy jednym stole grają na innych zasadach!
Różnorakie odmiany gier bilardowych mogłyby dostarczyć materiału na wiele artykułów, tym razem jednak skupimy się na bodaj najbardziej prestiżowej i najbardziej angielskiej z nich – snookerze. Oto gra dla flegmatyków, którzy mając w głowach (i małych palcach) nieskończone pokłady strategii, matematyki przestrzennej i fizyki potrafią zachować dobre maniery oraz powiedzieć „przepraszam”, gdy przypadkiem postawią przeciwnika w szczególnie niekorzystnej sytuacji. Każdy element gry jest ściśle określony przepisami. Jej elitarny charakter podkreśla wymagany nienaganny strój graczy: koszula z długimi rękawami, kamizelka. Nie do pomyślenia jest też, by zawodnik stawił się przy stole bez muszki (choć zdarzają się wyjątki dla graczy z np potwierdzoną astmą).
Snooker wywodzi się z Indii, gdzie w XIX wieku wymyślili go znudzeni angielscy oficerowie. Gra powoli zdobywała sobie popularność również w innych dominiach brytyjskich, a pierwsze mistrzostwa świata odbyły się w 1927 roku. Aż do lat 60. XX wieku snooker był domeną wyłącznie wyższych sfer, rozpropagowano go jednak dzięki telewizji nadającej w kolorze. Pełen kolorowych bil snooker nadawał się jak mało co do „przechwalania się” przez BBC nowym rozwiązaniem technologicznym.
Obecnie, gdy sport ten stał się niezwykle popularny na całym świecie, emitowane przez kanały sportowe turnieje są obserwowane przez miliony telewidzów. Nie bez powodu. Celem tej gry nie jest ot, wbijanie bil do kieszeni, tutaj smaku dodaje strategia. Trzeba umieć nie tylko trafić, ale też tak sterować bilami, by umożliwić sobie kolejne zagranie, zważając przy tym na to, by utrudnić rozgrywkę przeciwnikowi. Mecz można (i należy) zaplanować od początku do końca. W porównaniu z poolem snooker jest zatem jak szachy w porównaniu do warcabów. Gracz bez przerwy podejmuje kluczowe decyzje, które mają pozwolić mu wygrać frejma (jedną rozgrywkę) i cały mecz, a także zdobyć dość punktów, by wspiąć się jak najwyżej w rankingu. W snookerze nie ma miejsca na przypadek.
Zdaniem fanów najciekawsze są właśnie te mecze, w których zawodnicy prowadzą wojnę psychologiczną. Rozgrywki niekiedy trwają całymi godzinami, a w umysły graczy wkrada się zmęczenie, nerwy, stres... Pytanie: kto kogo przetrzyma, kto popełni pierwszy błąd? A może raczej: kto kogo skłoni do popełnienia pierwszego błędu? Do tego celu służy właśnie ustawienie bil zwane „snookerem”. Ponieważ w grze tej bile są wbijane w określonej kolejności, gracze starają się ustawić białą bilę w taki sposób, aby przeciwnik nie mógł nią bezpośrednio trafić tej kolorowej, która powinna być następna. To wymusza wykorzystywanie skomplikowanych uderzeń, które mogą skończyć się faulem lub błędem, a co za tym idzie – szansą dla tego zawodnika, który potrafił umiejętnie ustawić snookera.
Jakie właściwie są zasady? Nie aż takie trudne, jak można by się spodziewać. Do gry używa się bili białej, piętnastu
czerwonych oraz sześciu tak zwanych „kolorowych”. Na początku frejma czerwone ustawione są u dołu stołu w trójkącie, zaś kolorowe stoją na swoich nominalnych punktach, tworząc kształt litery T. Wszystkie bile mają przypisaną im odpowiednią liczbę punktów. Czerwone – po 1, żółta – 2, zielona – 3, brązowa – 4, niebieska – 5, różowa – 6, zaś najcenniejsza, czarna – 7. Wbija się bile czerwone na przemian z kolorowymi, przy czym czerwone pozostają w kieszeniach, zaś kolorowe po każdym wbiciu wracają na swoje nominalne punkty. Gdy już zabraknie czerwonych, wbija się kolorowe od najmniej punktowanej aż do czarnej, i wówczas nie wracają już one na stół. Jeśli brzmi to skomplikowanie, wystarczy przyjrzeć się przez kilka minut dowolnemu meczowi, by zrozumieć zasadę.
Jak łatwo się domyślić, najkorzystniejszą sytuacją jest taka, w której zawodnik ma możliwość wbijania za każdym razem bil czerwonych na przemian z czarną. Można dzięki temu uzyskać tzw brejk maksymalny, wynoszący 147 punktów. (Brejk to liczba punktów, jaką w danym frejmie zawodnik uzyskuje przy jednym podejściu do stołu). Aby jednak zgarnąć 147 punktów trzeba mieć dużo szczęścia. Czerwone muszą rozbić się w odpowiedni sposób, przeciwnik nie może z korzystnego układu skorzystać pierwszy... no i trzeba samemu posiadać umiejętności, które pozwolą nam za każdym razem pozycjonować na odpowiednie bile – odpowiednio czerwone oraz czarną, której punkt nominalny znajduje się na samym dole stołu. Jest to bardzo trudna sztuka, której udało się dokonać zaledwie 77 razy we wszystkich oficjalnych turniejach rozgrywanych od 1955 roku.
Ano właśnie, fani snookera kochają statystyki. Oto kilka z nich: Najwięcej turniejów rankingowych w historii (36)
wygrał Steven Hendry. On również, w wieku 21 lat i 4 miesięcy, został najmłodszym Mistrzem Świata (1990 rok). Mistrzostwo świata najwięcej, bo aż 15 razy, zdobywał Joe Davis. Najwięcej razy zdołali osiągnąć brejki maksymalne Ronnie O'Sullivan i Steven Hendry, obaj mający na koncie po 10 „maksów”. Najszybszy brejk maksymalny należy również do Ronniego O'Sullivana, który niemal od niechcenia sprzątnął ze stołu wszystkie bile w 5 minut i 20 sekund podczas Mistrzostw Świata w 1997 roku.
Co ciekawe, możliwe są też brejki przewyższające 147 punktów – jeśli na początku frejma zostanie popełniony faul, ale na stole wciąż pozostają wszystkie bile. Najwyższy możliwy do zdobycia brejk wynosi 155 punktów, jeśli jednak zdobycie 147 punktów jest niezwykle trudne, to wyższe brejki graniczą z cudem. Oficjalnie zarejestrowano zaledwie 9 podobnych przypadków, przy czym tylko jeden został zdobyty w oficjalnym meczu (Jamie Burnett osiągnął 148 punktów podczas UK Championship w 2004 roku), i tylko jeden faktycznie sięgnął 155 punktów (Jamie Cope na treningu w 2005 roku).
Właśnie, zawodnicy... ci stanowią zupełnie osobny rozdział. Najzdolniejsi i najbardziej utytułowani gracze są traktowani na równi z gwiazdami rocka (jak choćby ulubieniec publiczności, wspominany już Ronnie O'Sullivan), i to już nawet nie tylko w samej Wielkiej Brytanii. Snooker pod każdym względem podbija świat. Choć większość wybitnych graczy wywodzi się właśnie z Wysp, w „pierwszej szesnastce” można już znaleźć także zawodników innych narodowości (Chińczycy Ding Junhui i Marco Fu oraz Australijczyk Neil Robertson, zeszłoroczny mistrz świata). Ponadto turnieje rankingowe tej jakże angielskiej dyscypliny rozgrywają się również w Chinach (China Open oraz Shanghai Masters) i Niemczech (niedawno wznowiony German Masters).
Także w Polsce nie zasypiamy gruszek w popiele. Choć nasz snooker jest jeszcze młody, bo grywamy w niego zaledwie od dwudziestu lat, dzieje się. Powstają coraz to nowe kluby snookerowe (pierwszy w 1992 roku we Wrocławiu), wpisaliśmy snookera do ustawowego rejestru gier, nieoficjalne turnieje mnożą się na potęgę, a ponadto najważniejsze krajowe rozgrywki można oglądać już nawet w telewizji, na Eurosporcie! Choć daleko nam do światowej czołówki, warto mierzyć wysoko.
Nawet jeśli nie jesteśmy profesjonalnymi graczami, warto zajrzeć kiedyś do klubu bilardowego, w którym stoją onieśmielające swym ogromem stoły do snookera i zobaczyć, jak ta gra wygląda na żywo. A może nawet, kto wie, spróbować własnych sił?
Anna Grzanek
Foto: flickr.com/ by lhourahane/ by distillated










