Asset4us Rapport

:: Reykjavik - miasto dwóch światów

Islandia to kraina lodu, zimny skrawek lądu ukryty w ciemnościach na skraju mapy, jakby zaraz miał z niej spaść. Stolicą jest Reykjavik, największe miasto Islandii (choć żyje tam nieco ponad 100 tys. mieszkańców) i najbardziej wysunięta na północ stolica świata

Być może trafniejsze byłoby tu określenie, że Reykjavik to raczej kosmopolityczna wioska niż małe miasto. Największe miasto krainy lodu, zamieszkałe prawie przez połowę populacji całego kraju łączy najlepsze cechy tych dwóch światów: krajobraz małomiasteczkowych dzielnic urozmaicają tu bary sushi i nowoczesne galerie.


Centrum Reykjaviku można zwiedzić na pieszo, wszędzie jest blisko, wszystko jest na swoim miejscu, a każdy z przechodniów wydaje się być znajomym, co w zasadzie jest prawdą. W Islandii nie ma obcych, na każdym kroku wpada się tu na przyjaciół lub kogoś z rodziny. Genetycy odkryli, że siedem lub osiem pokoleń wstecz każdy mieszkaniec wyspy był spokrewniony z pozostałymi. Islandczycy nie mogą więc narzekać na poczucie osamotnienia, ale jeśli chodzi o przeżycie namiętnego romansu, to jest to chyba najgorsze miejsce na świecie. 


Krótka przechadzka po mieście nasuwa wniosek, że Reykjavik to bardzo kreatywne miasto. Pełno tu galerii, sklepów muzycznych i kawiarni, w których pisarze snują swoje opowieści. Powszechny jest też tu pęd ku modzie, któremu poddają się nie tylko młodzi, ale również osoby w średnim wieku. Ikoną stylu staje się tu zarówno popularny muzyk, jak i sprzedawca w sklepie z używaną odzieżą.


Jednak podwójne oblicze Reykjaviku kreuje przede wszystkim architektura oraz środowisko naturalne. Centrum miasta jest małe i ciche, a w jego scenerię wkomponowano zarówno piękne zabytkowe domki, okazały ratusz, gmach parlamentu, jak i domy wykończone falistą blachą, przez co wyglądają tandetnie. Do tego należy dodać bezsprzeczną wszechobecność przyrody, zza każdego rogu wyłaniają się klify, góry i morze. Wystarczy skręcić w boczną uliczkę, przejść parę kroków mijając kawiarnie i butiki, by oczom ukazała się dzika przyroda. Powoduje to, że miasto pozbawione jest manii wielkości, jak większość światowych stolic. Przewaga przyrody oraz poczucie, że ostatnie słowo należy tu właśnie do natury powoduje, że mieszkańców Reykjaviku częściej ogarnia uczucie tymczasowości życia niż  stołeczna zarozumiałość. Tu spacer po polu zastygłej lawy, zaledwie parę minut od granicy miasta może zakończyć się tragicznie.


Cała ta kraina lodu żyje własnym życiem, zupełnie nieskoordynowanym z życiem jej mieszkańców. Ziemia tutaj syczy i skwierczy, pluje lawą. W Islandii dochodzi do dwudziestu trzęsień ziemi dziennie, a wulkany wyrastają spod ziemi w ciągu kilkudziesięciu lat.
Ta unikatowa przyroda, w większości nietknięta niszczącą ręką ludzką mami i zachwyca przyjezdnych swoją surowością i nieprzewidywalnością. Zachwyca także samo miasto – połączenie przeszłości z nowoczesnością, historii z awangardą, kosmopolityzmu z umiłowaniem do własnego języka i kraju, określanego pieszczotliwie przez Islandczyków Kostką Lodu.

Sylwia Cerecka
Foto: en.loader.com, iee-whispers.com

 
 
Zobacz także