:: Winny portfel
W czasach charakteryzujących się wzgledną stabilnością inwestycji, gdy instytucje finansowe oraz przedsiębiorstwa skupiają się na mozolnym odrabianiu strat poniesionych w kryzysie, pojawiła się tendencja do inwestowania na tzw. alternatywnych rynkach dóbr. Jednym z takich rynków jest przemysł winiarski. Przyjrzyjmy mu się dokładniej.

Wina inwestycyjne to dobra, których przybywa w naturalny sposób, winnice bowiem funkcjonują z powodzeniem na co najmniej trzech kontynentach. W pierwszej dekadzie
XXI wieku zaznaczyła się jednak tendencja do ograniczania ilości produkcji win o największych walorach smakowych, a tym samym największej wartości – trend ten zauważono też w Polsce. Był to naturalny wynik ingerencji winiarzy – głównie francuskich – w rynek, celem unikniecia nadmiernej podaży, szczególnie iż rok 2009 zaszczycił te regiony sprzyjającą dla upraw pogodą. Wszyscy pamiętamy jaki boom na rynku win nieinwestycyjnych spowodowała szeroka kampania młodziutkiego wina Beaujolais Nouveau. Ogromne partie ów wina, które jak przyznają znawcy nie przedstawiało jakichś specjalnie wybitnych walorów, trafiały m.in. na rynki azjatyckie. Było to wynikiem raczej wpisania się w ogólnoświatowy wzrostowy trend do posiadania i spożywania wina, niż faktyczny wartościowy biznes niezależny w dużej mierze od czynników makroekonomicznych. W tym przypadku mamy odbiorcę -konsumenta, nie odbiorcę-kolekcjonera, jak to ma miejsce przy nabywaniu innych trunków – np. whisky.
Mówiąc o takich alternatywnych inwestycjach, jak w rynek wina, należy podkreślić kilka ich wyjątkowych cech. Przede wszystkim są to inwestycje w fizyczne dobra, w przeciwieństwie do spekulacji finansowych, podobnie jak nieruchomości lecz mniej uzależnione od globalnego cyklu koniunkturalnego. Pamiętajmy, że w zależności od gatunku, wina leżakują. Może nie aż tak długo, jak znaleziony na dnie Bałtyku tego lata ładunek francuskiego szampana z XVIII wieku i około 50 tysiecy dolarów za butelkę. Nie o taki proces nam chodzi. Właśnie terminowość daje otwartą drogę rozwoju dla tzw. wine bankingu i przygotowania ciekawych instrumentów inwestycyjnych. Winne portfele bądź dedykowane fundusze winne oferowane przez firmy wealth management są najlepszym przykładem, a funkcjonują w oparciu o giełdy towarowe (nie można ich jednak porównać z pszenicą, kakao lub tzw. commodities).
Inwestycje w wina należy, z zasady, traktować jako długoterminowe obowiązania – średnio od 3 do 5 lat - objęte najczęściej pewnymi progami przystąpienia do np. funduszy. W Polsce funkcjonują firmy zajmujące się doradztwem w tej materii, jak również pomocą w np. przechowywaniu skrzynek wina, utrzymywania temperatury i wilgotności pomieszczeń. W ofertach znajdziemy opcje ubezpieczenia transportu lub opcję wyprzedaży zgromadzonych zasobów wina, bez dodatkowych kosztów. I tu kolejna cecha. Logiczne jest, że inwestuje się w partie (skrzynki) wina zawierające od kilku do kilkunastu butelek danego gatunku i marki.
Największe giełdy winne – londyńska i chicagowska – pokazują, że obecnie najpopularniejsze są produkty winnic o najwyższej reputacji – czyli w wina grand crus („wysokiego wzrostu”). Są to przede wszystkim czerwone wina francuskie z rejonu Bordeaux, reńskie, włoskie czy hiszpańskie. Wina kalifornijskie (głównie Chardonnay), australijskie lub chilijski Merlot stanowią około 1,5% obrotu. Decydują też oczywiście krytycy, z których najsłynniejszy to Robert Parker, oceniający wina w skali do 100 punktów, którego surowa ocena wpływa następnie na pozycje wina w londyńskich indeksach Liv-ex 100 i Liv-ex 500. Ciekawostka to to, iż indeks 500 gromadzi wina o niższej wycenie dlatego charakteryzuje się on nieco większą płynnością.
W Polsce można zainwestować w wina za pośrednictwem wspomnianych podmiotów wealth management, domów aukcyjnych czy innych pośredników. Popularnym, od pewnego czasu również w naszym kraju, sposobem pozyskania win inwestycyjnych jest kontrakt terminowy, tzw. zakup en primeur. Wybierając taki instrument nabywa się wino jeszcze leżakujące w beczkach, wino na 6-8 miesięcy przed rozlaniem do butelek. Jest to niejako inwestycja na rynku pierwotnym, podobnie jak zakup akcji spółki przed jej debiutem w obrocie giełdowym. Mówiąc krótko, kupujemy wino z danego rocznika, po czym „odebranie” go przez klienta następuje półtora roku później, dając możliwość wzrostu jego wartości i osiągniecie relatywnie szybkiego zwrotu z inwestycji na poziomie co najmniej 10% przy założeniu, iż wino ma około 50-60% wartości, jaką osiągnie w momencie zabutelkowania (źródło: Interia Biznes). Trzeba dodać, iż ów wzrost może okazać się bardzo znaczący. Dla przykładu 12-butelkowe skrzynki, pochodzące z francuskiej winnicy Château Lafite Rothschild osiągnęła w przeciągu 5 lat 400% wzrost wartości, obecnie na poziomie 21 000 funtów szterlingów, za skrzynkę tego trunku.
Czy istnieje wiec ryzyko inwestycyjne w branży win? Nie większe niż w przypadku innych dóbr zbywalnych czy gry na papierach wartościowych. Są to spekulacja i manipulacja, zarówno w przypadku właścicieli winnic jak i brokerów, jakich potencjalny „winny” inwestor wybiera. Należy jednak dodać iż, przede wszystkim w obrocie en primeur, nie napotykamy na rozbudowane regulacje prawne, co stwarza pole do nadużyć. Ogólnie rzecz ujmując długoterminowe inwestycje w wina uważane są za bezpieczne. Może warto spróbować i nie mamy tu na myśli konsumpcji "bezpośredniej"...
A.








